wtorek, 16 lipca 2013

Ksiądz P. de la Rocque – konferencja z dnia 18 maja 2012 - Uzupełnienie do konferencji : jej dobre i złe fragmenty.

Ksiądz P. de la Rocque – konferencja z dnia 18 maja 2012 - Uzupełnienie do konferencji : jej dobre i złe fragmenty.




Oto tłumaczenie najciekawszych części konferencji ks. Patryka de la Roque. Ponieważ konferencja ta zawiera także niewłaściwe aspekty, publikujemy ją więc wraz z załączonym artykułem wyjaśniającym, które z tych aspektów są dobre, a które złe. Zgadzamy się na kopiowanie konferencji przez inne witryny internetowe, ale pod warunkiem kopiowania całości, czyli i naszego wstępu do konferencji, wszystkich naszych komentarzy na jej temat, łącznie z dużym artykułem ostatecznych komentarzy. Dziękujemy

[Od tłum. – częsciowo parafrazy]

Wstęp

Znowu spotykamy się dzisiaj w celu posumowania stosunków naszego Bractwa z Rzymem.

Dlaczego ta konferencja ?

Dwa zaistniałe fakty zmuszają mnie do tego nowego posumowania.

Po pierwsze, większość z was, sądzę, zapoznała się już z niedyskretną publikacją  w Internecie wymiany korespondencji między, z jednej strony, Domem Generalnym i biskupem Fellayem, a z drugiej –  trzema  pozostałymi  biskupami naszego Bractwa. Listy te wykazują ostrą rozbieżności między nimi, ale nie określają przedmiotu  tej rozbieżności. Stoimy wobec dwóch przeciwnych  opini, ale nie przedstawiono nam na czym dokładnie te opinie polegają.. (...) [Ksiądz poprosi o nie ocenianie ludzi.]

Drugi fakt, to możliwa w najbliższych dniach interwencja Rzymu.

Kongregacja Nauki i Wiara zebrała się w środę  (16 maj ) dla zbadania sprawy. Tego samego po południa, kardynał Levada przedstawił konkluzje Kogregacji Nauki  i Wiary  Papieżowi  i mówi się, że może w okresie Pięćdziesiątnicy Papież ogłosi   decyzję w tej sprawie. Co prawda, mówiono tak do ostatniej środy, ale opublikowany w ubiegłą środę prasowy komunikat  Kongregacji Nauki i Wiary zasugerował w wyniku środowego posiedzenia, że decyzja może być odroczona, właśnie ze względu na rozbieżność opinii biskupów w Bractwie.

To powiedziawszy, gdyby ta interwencja  papieski doszła do skutku w najbliższych dniach to  czego   dotyczyłaby ?
Byłoby to podanie do publicznej wiadomości deklaracji doktrynalnej przygotowanej do zaakceptowania przez  Dom Generalny Bractwa.  I tym samym byłoby to  otwarcie drzwi w kierunku kanonicznej uchwały statusu naszego Bractwa, prawdopodobnie poprzez utworzenie prałatury personalnej. Aby oszacować fakty i zająć w stosunku do nich  chrześcijańskie stanowisko w sposób jak najbardziej świadomy, na ile  to możliwe, musimy powrócić do wydarzeń tam, gdzie je zostawiliśmy  [na konferencji]  półtora miesiąca temu.


Intencje Rzymu

W moim ostatnim wykładzie nalegałem przede wszystkim na podkreślenie rzymskich zamiarów wobec nas tak, jak się one obiektywnie uwidaczniały w  powtarzającej się  serii wydarzeń. Oczywiste jest  - i to był szkielet [struktura], mówiłem wam, dyskusje doktrynalne, struktura z ich strony -  że oni chcą widzieć Bractwo  uznające prawowitość  nowej Mszy i dołączające do wielkiego nauczania Soboru, w szczególności poprzez uznanie nowego Katechizmu Kościoła Katolickiego.

Potwierdzenie tych intencji: wnioski z pięcioletniego badania IDP.

Zdarzenie, które nastąpiło w kilka dni po mojej ostatniej konferencji   potwierdziło tylko tę obiektywną analizę, bo wyniki kanonicznej wizytacji Instytutu Dobrego Pasterza zostały – może też niedyskretnie - opublikowane w Internecie. Wizytacja kanoniczna, można powiedzieć, pięcioletnia inspekcja   władz rzymskich ma miejsce we wszystkich kongregacjach. Ten raport, sam będący autorytetem, jest podpisany przez bp Pozzo – odpowiedzialnego również za nasz przypadek – i stanowi  element przygotowawczy do Kapituły Generalnej Instytutu Dobrego Pasterza, która również  odbędzie się  tego lata [2012].

Może wiecie po części czego wymagano od tego Instytutu.
1. Przede wszystkim, wbicia sobie w głowę  motu proprio Summorum Pontificum, uwalniające tradycyjną Mszę. To motu proprio faktycznie mówi, że obie formy, zwyczajna i nadzwyczajna, są dwiema formami tego samego rytu, a te dwie formy są równoważne. A więc bp Pozzo żąda od Dobrego Pasterza zmiany jego  statutów, ponieważ przewidują one wyłączne odprawianie   tradycyjnej Mszy dla wszystkich członków tego Instytutu. Bp Pozzo zażądał usunięcia słowa wyłączne.

2. Po drugie, z doktrynalnego punktu widzenia, wymaga się od Instytutu, cytuję za Mgr Pozzo : "włączyć naukę bieżącego Magisterium papieży i Soboru Watykańskiego II do programu szkolącego seminarzystów." A więc wymaga się, cytuję ponownie: "wnikliwego studiowania   Katechizmu Kościoła Katolickiego. "

3. Duszpasterskie szkolenie  ostatecznie przyznane seminarzystom ma iść po linii Pastores dabo vobis, tekstu  Jana Pawła II, którego List apostolski jest reinterpretacją kapłaństwa po części zabarwioną  modernizmem.
A zatem, ten nowy fakt potwierdza to, co mogłem wam powiedzieć na ostatniej konferencji, a co po prostu łączy się z tym, co Benedykt XVI napisał do biskupów świata  dnia 10 marca 2009 r., gdy musiał im wyjaśniać, dlaczego zniósł dekret ekskomuniki nałożonej na czterech biskupów. Napisał więc do swoich braci biskupów: "Ja, Benedykt XVI, widziałem w latach następujących po 1988 r., że dzięki powrotowi wspólnot wcześniej oddzielonych od Rzymu - mówi tu o tzw grupach Ecclesia Dei - ich wewnętrzny klimat się zmienił. Powrót do wielkiego powszechnego Kościoła umożliwił  wyjście poza  ich  jednostronne pozycje i osłabienie sztywności, dzięki czemu pojawiły się pozytywne moce dla wszystkich." Innymi słowy, Benedykt XVI zdaje się wyjaśniać biskupom świata swoją politykę, mówiąc: dajmy dzisiaj Bractwu Kapłańskiemu  św Piusa X jak najwięcej, a jego powrót pod nasze skrzydła, w ramach naszej skutecznej kontroli, spowoduje, że porzuci ono stopniowo swój sprzeciw.
Czy istnieje  tu jakieś realne zagrożenie dla Bractwa, tak - czy też nie?


Czy nasza reintegracja z Kościołem jest dla nas ryzykowna?

Tylko fakty mogą nam tę sprawę naświetlić. 
Rozmowa z dnia 16 marca między biskupem Fellayem i kardynałem Levada’ą.
Przyjrzyjmy się, co się działo tego 16 marca 2012, kiedy kardynał Levada przyjął biskupa Fellaya. Biskup Fellay powiedział prywatnie, jak bardzo ta rozmowa była trudna. Dostał list przypierający go do muru, wymagający od niego  podpisania Preambuły doktrynalnej przekazanej Bractwu  we wrześniu 2011 roku, w przeciwnym zaś razie Rzym odnowi deklarację schizmy, a tym samym karę ekskomuniki. Jako powód podano  nie uznawanie obecnego magisterium Kościoła. Słowa wyjątkowo surowe, a de facto postawiono prawdziwe ultimatum, bo jeśli Ekscelencja nie odpowie w ciągu miesiąca, Rzym  zdecydowany jest do podjęcia działań, ogłoszenia schizmy i kary ekskomuniki.

Stanowisko FSSPX w stosunku do aktualnego Magisterium

 [...] 
[tutaj ksiądz Rocque mówi, że Bractwo nie odrzuca całkowicie  obecnego Magisterium, bo gdyby odrzucało je w całości, byłoby   sedewakantystyczne, jakoże oznaczałoby to nie uznawanie  władzy papieża. A zatem  Bractwo filtruje. My nie zgadzamy się w tym punkcie z Księdzem i wytłumaczymy to na końcu artykułu.]

Słowny kontr-komunikat Papieża, wzywający Bractwo do pomocy.
Rozumiemy rozczarowanie biskupa Fellaya wychodzącego z tego spotkania. Powiedział wówczas: "Myślałem, że to koniec wszystkiego, że trzeba  na razie zawiesić wszystkie rozmowy z Rzymem." Ale to, co się zdarzyło zaraz po zakończeniu tego spotkania, zmieniło sytuację. Jeden z duchownych chciał się spotkać z bp  Fellayem, twierdząc, że ma zlecenie od  prywatnego sekretarza papieża Benedykta XVI dostarczenia wiadomości: Papież kazał mu powiedzieć, że biskup Fellay  powinien zignorować list, który mu podano ; list ten nie wyraża osobistej woli Papieża, przeznaczony jest tylko do archiwów. Papież -  kontynuował duchowny - uważa wewnętrzne pojednanie  Kościoła za clou swojego  pontyfikatu – a co jest prawdą, to to, że promuje  tę słynną hermeneutykę ciągłości, - dlatego więc potrzebuje   Bractwa i prosi biskupa Fellaya o  nie przerywanie rozmów.

Jaką wiarygodność można przyznać tej  ustnej wiadomość? Na ile jest ona prawdziwa? A nawet, na ile jest realna, a jeżeli taka jest, to czy oznacza ona, że Kongregacja Nauki i Wiary nie jest w tym przypadku organem woli papieża? Czy tam,  w samym sercu Rzymu, istnieje opozycja między Papieżem z jednej strony, a Kongregacją Nauki i  Wiary z drugiej, a ich działania nie idą po tej samej linii? Tego nikt nie wie.


Pierwsza rozbieżność pomiędzy czterema biskupami : wiarygodność papieskiego wezwania o pomoc.
I być może, to  tutaj właśnie się pojawia   pierwsza, przypadkowa  rozbieżność między naszymi czterema biskupami. Biskup Fellay uważa, że ​​tak, sam Papież chce powrotu do Tradycji. Opiera [bp Fellay] się na kilku faktach, jak ten o którym właśnie mówiłem. Opiera się na umowie  przedwstępnych [warunków].  Uważa on, że Papież, w sposób osobisty, ponieważ w rzeczywistości większość Kurii  nie działa w tym kierunku, chce powrotu do Tradycji i dlatego zwraca się do Bractwa  Kapłańskiego Świętego Piusa X.

Taka analiza, to prawda, wydaje się być w sprzeczności z wieloma innymi wydarzeniami. Wystarczy  tylko przypomnieć  Asyż z  roku 2011. Ale w obliczu Asyżu z 2011, zwolennicy tej analizy mówią: Benedykt XVI zebrał  wszystkie religie w Asyżu w 2011 r. aby  właśnie  zabić ducha Asyżu, to był prawdziwy flop i dlatego – mówiąc   powiedzieć kolokwialnie - udał mu się ten numer. W każdym razie  Asyż 2011, Asyż 2002, jak i  Asyż  86 są same w sobie  złe i są  jawnym grzechem przeciw pierwszemu przykazaniu, który jako taki  musi być potępiony.  Nigdy nie mamy prawa źle działać, nawet w dobrym celu.  I oczywiście, pozostali biskupi się nie zgadzają z tą analizą  biskupa Fellaya. Uważają oni, że Benedykt XVI sam jest  przepojony duchem modernizmu, którym żyje  jako teolog. I rzeczywiście, wiemy, że Benedykt XVI udał się trzy razy do synagogi, uczestniczył aktywnie w protestanckim kościele w niedzielę,  mnożył  mocne deklaracje na rzecz wolności religijnej, i tak dalej ... A więc nasi biskupi podsumowują ten modernizm  jednym słowem: subiektywizm, to znaczy, prymat podmiotu nad przedmiotem, odwrotność, która jest właśnie zasadą wolności religijnej tak drogiej Benedyktowi XVI.

Co do nas, wstrzymajmy się od zbyt pochobnych sądów na ten temat. Kim jesteśmy, aby znać osobiste dyspozycje Benedykta XVI? Nie znamy jego prawdziwych intencji. Możemy wyciągać wnioski tylko z  jego aktów, oświadczeń publicznych i to wszystko.
[Uwaga red.: tutaj Ksiądz jest zbyt naiwny; Benedykt XVI nagromadził poważne grzechy wymienione powyżej. Powinien być zdecydowanie oskarżony i trzeba od niego  uciekać]

Jednak biskup Fellay, mocny swoją  analizą, zdecyduje się na kontynuację relacji z Rzymem w celu  rozwiązania kanonicznego problemu. Ale w jaki sposób? Dochodzimy do okresu po 16-stym marca.

Jednostronne uznanie ze strony Rzymu jest niemożliwe.

Droga do jednostronnego uznania przez Rzym – inaczej mówiąc, uznania nas takimi, jakimi jesteśmy, bez rewanżu  - jest teraz zamknięta. Posiedzenie z dnia 16 marca było jasne, komunikat który wytłumaczyłem wam na ostatniej konferencji był kategoryczny: Rzym  odmawia tego typu porozumienia. Odrzuca go i uważa, papież uważa, że aktualny Rzym i ​​Bractwo Kapłańskie odzielają od siebie doktrynalne problemy. Ta jego analiza jest doskonale prawidłowa.
I to zresztą z  powodu tych problemów doktrynalnych, papież zmienił statut Komisji Ecclesia Dei aby uzależnić ją bezpośrednio od Kongregacji Nauki Wiary: właśnie dlatego, że problemy leżą na płaszczyźnie doktrynalnej. Tak więc, aby to zmienić na ile się da, jedynym sposobem na uniknięcie nowego potępienia Tradycji, wydaje się powrót do  słynnej Preambuły  doktrynalnej z 14 września, żądanej przez Rzym. I właśnie tu sprawy się komplikują.

Stanowisko bp  Fellay w roku 2006.
Czy Bractwo ma prawo zaakceptować ustępstwa w  dziedzinie doktrynalnej? Czy może sobie pozwolić na podpisanie deklaracji pełnej niejasności, zrobionej – żeby powtórzyć wyrażenie biskupa Fellaya – z szarych stref ? Nie sądzą tak trzej biskupi. I dlatego błagają biskupa Fellaya, aby  nie zawierał z Rzymem tego rodzaju układu. W końcu przypominają mu stanowisko jakie biskup Fellay  wyraził w 2006 roku, a które  znajdziecie   w wywiadzie udzielonym przez biskupa Fellaya i opublikowanym w czasopiśmie Fideliter nr 171, na maj czerwiec 2006 roku.

Biskup Fellay nakreśla trzy etapy. Pierwszy etap: udzielenie warunków wstępnych [fr. octroi des préambules]. Drugi etap : dyskusje doktrynalne. Trzeci etap: rozwiązanie kanoniczne.
Ksiądz Célier prowadzący wywiad z biskupem Fellayem, pyta: "A jeśli Rzym ustanowi wstępne warunki ". Odpowiedź bp Felleya : "W tej nowej sytuacji, trzeba będzie przejść do drugiego etapu, czyli do dyskusji. Tutaj wielką trudność sprawi  przejście do samej zasady tego kryzysu, a nie tylko jęczenie na temat katastrofalnych skutków tych zasad. Dopóki nie ruszymy tematu zasad, konsekwencje będą nieuchronnie kontynuować. Ten etap dyskusji będzie trudny, burzliwy, prawdopodobnie dosyć długi. W każdym razie, nie jest możliwe, ani nie do pomyślenia, aby przejść do trzeciego etapu, a więc rozważać  umowy, zanim te dyskusje nie doprowadzą  do naświetlenia i skorygowania zasad  kryzysu. "

I ks. Célier kontynuje : "Czy to znaczy, że z podpisaniem umowy Ekscelencja będzie czekać, aż kryzys zostanie  w pełni rozwiązany ?

Bp Fellay - Nie, nie twierdzę, że będziemy czekać, aż wszystko zostanie załatwione na płaszczyźnie  najbardziej praktycznej, najbardziej ludzkiej, w ostatecznych skutkach kryzysu, we wszystkich miejscach, u wszystkich ludzi. To nie byłoby rozsądne. Jednak oczywiste jest, że nie podpiszemy umowy, jeśli sprawy nie zostaną rozwiązane na szczeblu zasad. To dlatego konieczne są pogłębione  dyskusje. Nie możemy sobie pozwolić na niejasności. Problem w tym, że chcąc szybko doprowadzić do umów, będą one nieuchronnie  zbudowane na szarej strefie, i zaledwie zostaną podpisane, kryzys  wyłoni się z tej szarej strefy. To dlatego, aby rozwiązać problem trzeba, aby  władze rzymskie  pokazały i wyraziły w   jasny sposób, zrozumiały dla  każdego, że wg. Rzymu nie ma wielu sposobów na wyjście z kryzysu, i jest tylko jeden możliwy : żeby Kościół w pełni powrócił do  swojej dwudziesto wiekowej Tradycji. Dzień, w którym to przekonanie będzie jasne dla władz rzymskich, i nawet jeśli w terenie wszystko dalekie jest od rozwiązania, układy będą   bardzo łatwe do zrealizowania. "

Stanowisko Kapituły Generalnej Bractwa w roku 2006

Była to więc optyka z roku  2006 r., optyka, która  została potwierdzona,  poświęcona można by powiedzieć, przez Kapitułę Generalną Bractwa, która się odbyła  dwa miesiące później, w lipcu 2006 roku.

Kapituła Generalna, wrócę do tego za chwilę, jest wg.  statutu zgromadzenia najwyższym autorytetem,  któremu nawet Przełożony Generalny musi się podporządkować. I podczas tej Kapituły Generalnej w 2006, wszystko było powtarzane w ten sam sposób, przede wszystkim z administracyjnego punktu widzenia: "Jeżeli umowa ze Stolicą Apostolską byłaby poważnie rozważana, zostanie zwołane nadzwyczajne posiedzenie Kapituły Generalnej w celu omówienia kwestii. "

A zwłaszcza dalej, ta końcowa deklaracja Kapituły, która  została upubliczniona: "Jeżeli po wypełnieniu wstępnych warunków, Bractwo  czeka na możliwość rozmów doktrynalnych, to dlatego, żeby uzyskać w Kościele jeszcze  silniejszy rezonans głosu tradycyjnej doktryny. Rzeczywiście, kontakty jakie Bractwo epizodycznie utrzymuje z władzami rzymskimi mają wyłączny   cel jakim jest   przyczynienie się, aby powróciły one do Tradycji, której  Kościół nie może odrzucić nie tracąc swojej tożsamości. Kontakty te nie mają na celu   wyszukiwania  korzyści dla siebie, lub osiągnięcia niemożliwego, czysto praktycznego porozumienia. Dzień, w którym Tradycja odzyska pełnię swoich praw - tutaj, Kapituła powtarza zdanie abp Lefebvre’a - problem pojednania nie będzie miał racji bytu i  Kościół  odnajdzie drugą młodość. "
I stąd właśnie [się bierze]  rozbieżność między naszymi biskupami.

Przeciwnicy porozumienia nie są sedewakantystami.
Czy mimo wszystko  można określić biskupów Bractwa, którzy są  przeciwni takiej umowie mianem sedewakantystów ? Oczywiste, że nie, to  byłoby absurdalne.Chyba, że się powie, iż w 2006 roku, biskup Fellay, Kapituła Generalna, całe Bractwo było  sedewakantystami. 
[...].
[usuwamy tutaj niejasną refleksję ks. P. de la Rocque mówiącą, że żeby nie być sedewakantystami, musimy akceptować soborowe magisterium]


List trzech biskupów do bp  Fellaya.
List biskupów ma datę  Wielkiej Soboty, 7 kwietnia, więc czasu, w którym bp Fellay intensywnie myśli jaką dać odpowiedź Rzymowi. 
[...]
[Uwaga red.: .usuwamy fragment, w którym ksiądz mówi, że rożnice między biskupami nie są dramatyczne, i że normalne jest, iż nie są we wszystkim zgodni. Uważamy inaczej, a mianowicie, że te różnice są poważne.: trzej biskupi chcieli pozostać przy zasadach  ustanowionych w roku 2006 – nie będzie  praktycznej umowy bez zgody doktrynalnej. Biskup Fellay chciał nagle zakwestionować tę zasadę. Ale  przyszłość Bractwa zależy od tej zasady. Tak więc stawka jest ogromna.]


Komunikat Rzymu z dnia 17 kwietnia.

Następny fakt - 17 kwietnia, zaledwie miesiąc po spotkaniu  bp Fellaya z kardynałem Levadą, Rzym informuje, że otrzymał od biskupa Fellaya nowy aprecjację, ocenioną przez Rzym - powtarzam słowa komunikatu prasowego - jako "zachęcającą". Faktycznie, biskup Fellay wysłał do Rzymu  propozycję deklaracji   doktrynalnej, zredagowaną przez niego przy udziałe jego głównych asystentów. Tego tekstu nie znamy, ani wy, ani ja. Biskupi go znają i przypuszczam, że także główni przełożeni, ale nie my. Przedwczoraj, Kongregacja Nauki i Wiary przeanalizowała tekst zaproponowany przez biskupa Fellaya, mówiąc - z jednej strony – że ma   uwagi  na temat tekstu. Kongregacja Nauki i Wiary, gdy się spotyka w środę, skupia wszystkich swoich kardynałów-członków, tzn. ze dwudziestu  kardynałów i arcybiskupów. Wśród nich są bp Ricard, kardynał abp Bordeaux i daleki od bycia konserwatystą,  kardynał  Koch od ekumenizmu i dialogu żydowsko-chrześcijańskiego. Oczywiście, istnieją zastrzeżenia.

Po drugie, komunikat prasowy stwierdził, że te komentarze zostaną przedstawione  Bractwu podczas następnego spotkania  Bractwa ze  Stolicą Apostolską, i jeszcze, że  przypadek trzech biskupów będzie "zbadany indywidualnie i osobiście." A zatem nie ma  wątpliwości, że istnieje wola tworzenia podziałów. Ale główną kwestią jest to, że ta deklaracja, której treści nieznamy, jest  doktrynalna; że bez wątpienia, jeżeli Papież ją uzna, każdy kapłan Bractwa będzie musiał się wypowiedzieć  osobiście na temat tej deklaracji, podpisując ją lub nie. Niewątpliwie też i wy,  nieuchronnie staniecie przed opiniowanie tego  tekstu.
[Uwaga: (...) w tym fragmencie, ks. P. de la  Rocque uważa, że tekst może być dobry, co pomogłoby w konwersji Rzymu... Jest to zbyt naiwne marzenie. Widzimy tu, że ks. P. de la  Rocque nie jest przeciwny zasadzie   praktycznej umowy.]


Jaki problemy wynikają z  tego tekstu potencjalnego układu?

Zaznaczam jeszcze raz, nie czytałem tego tekstu. Wziąłem pod uwagę trzy główne problemy, które się stale pojawiają  publicznie, lub podczas  oficjalnych kontaktów, jakie  mieliśmy w Rzymie z naszymi partnerami z Kongregacji Nauki i   Wiary.

Pierwszy problem: prawowitość Prawa Kanonicznego z 1983 roku.

Pierwszy problem, to  Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 roku. Czy możemy, lub nie możemy uznać cały Kodeks za   powszechne prawa Kościoła? Nawet przy założeniu, że - bo było to mniej lub bardziej powiedziane – Bractwo dostanie zgodę na własne prawo. Nie. Nie możemy uznać, że nowy Kodeks, jako taki, jest uniwersalnym prawem dla Kościoła. Dlaczego? Ponieważ złe prawo nigdy nie ma dla Kościoła wartości   prawa.

A nowy Kodeks - swego czasu ten argument został dobrze naświetlony przez abp Lefebvre'a - ma bezpośrednio złe prawa. Na przykład: gościnność eucharystyczna. Według nowego Kodeksu, można udzielić Komunii protestantowi, który tego chce, pod warunkiem, że wyraża on wiarę w rzeczywistą obecność.  Prawo bezpośrednio złe. Można by przytoczyć wiele takich, ale nie będę robił tu wykładu na temat prawa kanonicznego. To tylko jeden z przykładów.

Wiele zmian wprowadzonych do  nowego Kodeksu  zieje złym duchem, opisanym przez samego Jana Pawła II w konstytucji apostolskiej, która służy jako wstęp do nowego Kodeksu. Przeczytam wam fragment z tej  konstytucji: "Ten instrument, jakim jest Kodeks, w pełni zgodny jest z naturą Kościoła, zwłaszcza w sposób opisany przez Magisterium Soboru Watykańskiego II w ogóle, a szczególnie w jego eklezjologicznym nauczaniu" . To jest realizacja całej nowej, fałszywej eklezjologii Soboru Watykańskiego II. I czytam dalej: "W pewnym sensie, można nawet zobaczyć w tym Kodeksie wielki wysiłek włożony w to, aby przetłumaczyć na kanoniczny język tę samą doktrynę soborowej eklezjologii. Jeżeli jednak nie jest możliwe, aby doskonale przetłumaczyć na kanoniczny język soborowy obraz Kościoła, niemniej Kodeks  zawsze musi  się odnosić  do tego samego obrazu, jako do jego najważniejszego prototypu [fr.exemplaire primordial]. » "Uznać nowy Kodeks w  całości jako  prawo Kościoła powszechnego, to  przyjąć nowa eklezjologię -  subsistit in i resztę – powodujące  m.in. nowy ekumenizm.
Oto dlaczego abp Lefebvre, w swoim czasie, powiedział, że odrzuca nowy Kodeks jako taki, brany jako całość. Praktyczną postawą Bractwa jest utrzymanie starego Kodeksu z dostosowaniami dyscyplinarnymi niezbędnymi w zmieniającym się czasie.Jeśli więc kiedykolwiek będzie się od nas wymagać uznania  nowego Kodeksu  jako powszechnego prawa Kościoła, wydaje się, że zaakceptowanie tego z czystym sumieniem będzie trudne. To tak, jak powiedzieć, że złe prawo ma wartość prawa, albo że  duch nowego Kodeksu nie jest zły.
Natomiast, jeśli proponowany będzie praktyczny układ oparty na normach   nowego Prawa, to nie jest to samo. Jest to praktyczna umowa, a dla umowy stosuje się normy kanoniczne  takie, jakie są nakreślone w nowym Prawie. A to możemy. Pozostajemy w ramach  praktycznego układu i w zakresie   wewnętrznych stosunków instytutu  zakonnego, stosunków tegoż instytutu z  różnymi zgromadzeniami, będziemy korzystać z przepisów nowego Kodeksu. Ponieważ to jest obszar  czysto dyscyplinarny, to nie jest soborowy duch  Lumen gentium i Gaudium et spes, to nie jest to samo. To, sam w sobie, gdyby było  wymagane,  jest cłkiem możliwe. Natychmiastowa ilustracja: prałatura personalna nie istnieje w starym Kodeksie. Jest to struktura, która rodzi się wraz z Opus Dei, i która została przyjęta w nowym Kodeksie.

Drugi problem :  prawowitość nowej mszy.

Drugi delikatny problem – który,  ściślej mówiąc, może być w sprzeczności z Rzymem to oczywiście sprawa nowej mszy.

Czy można uznać ważność [albo – prawowitość]  nowej mszy? Powiecie mi – to są słowne niuanse, ale  bardzo ważne. Czy można uznać ważność  nowej maszy lub, co wychodzi na jedno, ważność jej promulgowania ? To jest dokładnie ta sama sprawa co z nowym Kodeksem. Uznanie nowej mszy za prawowitą, oznaczałoby, że nowa msza sama w sobie nie jest zła.  Tymczasem ona jest zła sama w sobie, ponieważ zasłania główne  aspekty mszy, jej ofiarę i jej przebłagalny cel. A zatem nie można uznać w Kościele prawowitości  nowej mszy, ponieważ złe prawo nie ma wartości  prawa. Nie można.

Uznanie jej oznacza, że ona nie  jest sama w sobie zła, a tym samym, ściśle mówiąc,  potencjalnie   może być odprawiana  i uczęszczana. Jest to  zdanie, na przykład, księdza  G. deTanoüarna [Inst. Dobrego Pasterza], który mówi wam: nowa msza jest prawowita. Twierdził tak cztery lata temu, myślę. Cztery lata później, a więc całkiem niedawno, stwierdził, iż jest całkiem logiczne, że  Rzym wzywa nas do uczestnictwa w niej i do przyłączenia się. Całkiem logiczne.

I odmówić – wywija się widmem sedewakantyzmu – odmówić, byłoby być sedewakantystą w praktyce. Jego podejście jest logiczne, od momentu, w którym się założy, że nowa msza jest prawowita [ważna]. Nie możemy więc uznać prawowitości  nowej mszy, lub jej promulgowania, to jest to samo.


Trzeci problem : uznanie obecnego Magisterium.

Trzeci punkt, który jest przedmiotem natarczywych żądań Rzymu: uznanie obecnego Magisterium. Słyszeliście przed chwilą: kardynał Levada zagroził Bractwu ekskomuniką za odmowę uznania obecnego Magisterium. Jest zatem jasne, że Rzym chce abyśmy zadeklarowali  całkowite przestrzeganie obecnej Magisterium. To było motto, a nawet najważniejsza rzecz podczas rozmów doktrynalnych; wiedzieliśmy, że jeśli tkniemy  kwestii Magisterium, spowoduje to eksplozję. Nie myliliśmy się.

Dochodzimy tutaj do problemu akceptacji Nowego Katechizmu. Jedynym problemem jest to, że w tekście doktrynalnym nie można narzucić nam nowego Katechizmu. Dlaczego? Ponieważ Nowy Katechizm, każdy katechizm, nawet rzymski, nigdy nie ma wartości  Magisterium w ścisłym znaczeniu i oni nie mogą powiedzieć w deklaracji  doktrynalnej, że musimy uznać Nowy Katechizm.

A zatem, ze strony Rzymu,  istnieją dwie formuły zadawalające Rzym,   ale nie do przyjęcia dla nas, chyba że  zaprzemy się walki o  wiarę.
[Uwaga red.: Problem aktualnego magisterium nie ogranicza się do nowego katechizmu, odpowiemy poniżej]

Pierwsza formuła  : uznanie hermeneutyki ciągłości.

Pierwsza formuła zadawalająca Rzym:  wyraźne uznanie hermeneutyki ciągłości między Vaticanum II i poprzednim Magisterium, wyrażone na przykład w Nowym Katechizmie. Ta formuła jest – z wyjątkiem   jednego lub dwóch szczegółów, tą z  preambuły doktrynalnej z  września 2011. Ta formuła jest oczywiście niedopuszczalna, chyba, że uzna się wszystkie  błędy Soboru i z  niego pochodzące.

Druga formuła: wzajemne rzucanie na siebie  świała  Vaticanum II i Tradycji.
Istnieje również inna możliwa formuła, często powracająca na usta naszych rzymskich rozmówców podczas dyskusji doktrynalnych, i to sprawia, że uważam ją za ​ możliwą. Mogłoby być proponowane uznanie, że poprzednie  Magisterium rzuca światło na  Vaticanum II i, że Vaticanum II rzuca światło na  poprzednie Magisterium, a precyzując, że tylko obecne Magisterium jest autentycznym interpretatorem poprzedniego   Magisterium. Inaczej mówiąc, oznacza to całkowite oddanie walki o wiarę tym, którzy jeszcze narazie nie chcą jej prowadzić.

Obie opcje -  może są jakieś  inne, ale to są te dwie główne, które przychodzą mi na myśl, dwie, jakie  słyszałem, czytałem, widziałem – dwie formuły są nie do przyjęcia. Zrobiłyby one z  FSSPX Instytut Dobrego Pasterza-bis, które faktycznie byłoby  poddane takim ludziom,  jak abp Pozzo z Kongregacji Nauki Wiary, którzy chcą abyśmy  wszystko połknęli. Jedyna dopuszczalna  formuła w zakresie Magisterium, to ta, która uwzględni różnicę postawioną przed chwilą między Magisterium w tradycyjnym sensie i Magisterium  w sensie modernistycznym. Ale to jest dość skomplikowane, ponieważ oznaczałoby to: uwaga !  - jest wiele rzeczy, które będziecie  nauczać, a my je uznajemy - a wy nam dajecie - prawo do nie zgadzania się i do publicznej  krytyki. [Uwaga red.: ta formuła jest nie do przyjęcia w praktyce, bo byłaby źródłem  niekończących się podziałów. To jest niebezpieczne. Dlatego też ona nie jest rozwiązaniem. cf. szczegółowe wyjaśnienie poniżej]

Konkluzja

To tylko kilka czynników, jakie możemy podać w tej sytuacji. Nie mając tekstu, nie możemy go oceniać. Mamy mieć te kryteria oceny, znać rację bytu tych kryteriów oceny.  Ale nie mamy oceniać  tekstu dopóki nie jest on podany do publicznej wiadomości, jeśli rzeczywiście kiedyś będzie. Osobiście mam nadzieję i modlę się, żeby  papież Benedykt XVI nie wypowiadał się w tych dniach, żeby zapoznał się z opinią wydaną przez Kongregację Nauki i Wiary i poczekał. Dlaczego? Aby nic nie zostało opublikowane, zatwierdzone przed nasza Kapitułą Generalną, która odbędzie się na początku lipca w Ecône. I to ta Kapituła Generalna rozwiąże problem  rozbieżności spojrzeń, to jest jej zadanie,  zjednoczy wolę wokół wytycznych precyzyjnie umotywowanych.


Kapituła Generalna.
Słowo o Kapitule Generalnej, ponieważ są wierni, którzy są zaskoczeni tym, że w pewnych sprawach  Kapituła Generalna ma  większa władzę niż sam  Przełożony Generalny. To św. Dominik, zakładając  Dominikanów, to wymyślił. On nie podejmował sam żadnej decyzji dotyczącej zarządzania powstającego zakonu dominikanów. Każda decyzja podejmowana była przez Kapitułę. I stopniowo, w tym  bardzo religijnym XIII wieku, inne powstające kongregacje, zakony żebracze, miały to samo stanowisko i szybko były w tym popierane przez papieży.
Dzisiaj, w sposób systematyczny, w prawo duchownych wyjaśnia, że  wszystko, co dotyczy Statutów leży w gestii   Kapituły Generalnej. Przełożony Generalny nie ma prawa sam zmienić Konstytucji zgromadzenia. To leży w gestii Kapituły Generalnej.
Jest to normalne, ponieważ Konstytucja jest kręgosłupem zgromadzenia. Jeśli się zmieni konstytucję, zmienia się  zgromadzenie. A nasze Statuty przcyzują, że zmiana Statutu  należy wyłącznie do Kapituły Generalnej. A tu stoimy oczywiście w obliczu poważnych zmian w statusie, zwłaszcza jeśli dążymy do prałatury personalnej. Oszczędzę wam kanonicznych szczegółów, ale prałatura personalna wcale nie jest tym samym rodzajem  instytutu zakonnego, jakim jest  nasz, a zatem mamy radykalną zmianę  statutu. To należy do   Kapituły Generalnej. To jest normalne.

Widzieliśmy linię postępowania  przyjętą i uznaną przez Kapitułę Generalną z 2006 roku. To znaczy, że jesteśmy na płaszczyźnie  ostrożnościowej, wydarzeniowej, możliwe, że te wydarzenia się  zmieniły - biskup Fellay uważa, i ma do tego prawo, uwaga, jest on lepiej poinformowany od nas,  widzi więcej rzeczy, niż my - ; czy te zmiany, które miałyby  nastąpić wymagają zmiany stanowiska FSSPX vis-à-vis Rzymu ? To  Kapituła Generalna musi się wypowiedzieć. Tylko ona sama. Stąd znaczenie tej Kapituły, faktyczne znaczenie, ze względu na ogtomną stawkę w tym wszystkim, stąd znaczenie naszej modlitwy, aby zachować zarówno wewnętrzny, jak  i zewnętrzny spokój.

Wezwanie do  moderacji.
[...]
[Usuwamy fragment, w którym  ksiądz mówi, że jeśli tekst deklaracji doktrynalnej jest dobry, możemy podpisać  porozumienie z Rzymem. Ksiądz  się nie  sprzeciwia  zasadzie praktycznego porozumienia, jeśli tekst jest dobry. Nie wymaga już konwersji Rzymu. Porzucił zasady Kapituły z  roku 2006. W dniu  18 maja 2012 powiedział, że nic nie pozwala  nam uważać, że biskup Fellay zdradzili wiarę i że należy czekać na możliwość  przeczytania deklaracji bp  Fellaya. Nasz komentarz do tego fragmentu jest na  poniżej.]
[Czytanie wezwania ks.  Cacqueray do modlitwy]

Ksiądz Patrick de La Rocque.
Opublikowane przez  Catholique Réfractaire

Uzupełnienie do konferencji księdza P. de la Rocque z dnia 18 mai 2012 : jej dobre i złe fragmenty.


Okazało się, że nasza  publikacja  konferencji ks. P.de la Rocque z dnia 18 maja 2012 nieopatrzona komentarzem może wprowadzać w błąd. Ten artykuł ma zatem na celu usunięcie wszelkich niejasności, które mogłyby  robić zamieszanie. W konferencji  x P.de la Rocque są dobre  i złe rzeczy.

Te dobre  :

Uderzające jest to, że x P. de la Rocque, nie znając tekstu deklaracji doktrynalnej, z góry na nią odpowiada dnia 18 maja 2012. Wiele błędów, które uważa za   niebezpieczne znajdują się w niej. Zawczasu uznał, że byłoby  niemożliwe:
1) uznać prawowitość  promulgacji nowej mszy,
2) uznać ważność nowego Kodeksu Prawa Kanonicznego,
3) uznać soborowe magisterium w świetle Tradycji i aktualne magisterium jako « autentyczny » interpretator poprzedniego.
Ponadto, potwierdza on w konferencji złe intencje Rzymu i przedstawia je.
Wreszcie, odważnie – choć okrężnie, ale jasno - przypomina bp  Fellayowi,  że nie może on zawrzeć układu bez zgody, ani konsultacji  Kapituły Generalnej.

 Te złe :

1) Ksiądz de la Rocque przesadnie twierdzi, że jeśli się odrzuci w pełni aktualne magisterium, jest się  sedewakantystą. Sacerdos wyraźnie wyjaśnia, że wszystkie posoborowe teksty Magisterium są niejednoznaczne i żaden, z wyjątkiem może Humanae vitae, nie może być przyjęty bez zastrzeżeń. W obliczu niejednoznacznego dokumentu napisanego w duchu masońskim i soborowym, będąc w zgodzie z naszym sumieniem, nie mamy obowiązku przesiewania zdań, mówiąc : to biorę, a to odrzucam.  Bardzo dobrze możemy powiedzieć: wszystko jest napisane w złym duchu. Dlatego odrzucamy ten dwuznaczny tekst, który się nie zgadza z zalecaniami Naszego Pana - "tak, tak, nie, nie," i oczekujemy jasno wyrażającego się  papieża.
Angażowanie się w dyskusje i przebieranie [w tekstach] jest bardzo niebezpieczne, ponieważ, gdy zdania są niejednoznaczne, jeden je przyjmie, a drugi uzna za niedopuszczalne i niebezpieczne, i końca temu nie będzie.  Z naszego punktu widzenia, takie sortowanie jest rozmową  z diabłem, bo jako  co najmniej niejednoznaczne  tekst te (czasami są tam nawet  heretyckie fragmenty) pochodzą od diabła, według kryterium rozeznania danego przez NaszegoPana .
Kolejnym argumentem wskazującym na to, że możemy odrzucić soborowe magisterium jest to, że błąd jest często przemieszany  z prawdą, nawet w innych religiach. Weźmy na przykład protestantyzm. Są tam prawdziwe rzeczy. Musimy jednak całkowicie odrzucić  protestantyzm. Przed Soborem Watykańskim II, Kościół zawsze całkowicie odrzucał  wszystkie fałszywe religie, potępiając je.
Inny przykład: zupa zawierająca pewien procent trucizny. Musimy odmówić jej w całości, albo umrzeć. Wydaje się nam, że tak samo jest z soborowym magisterium i  z Vaticanum II. Oczywiste jest, że te teksty są pod masońskim wpływem i nie możemy w żadnym wypadku   czuć się nimi związani, nie możemy mieć skrupułów, mówiąc, że są one godne tylko jednego: wyrzucenia do śmieci

2) Ksiądz powiedział, że porozumienie z Rzymem jest możliwe, jeśli wiara będzie  zachowana: nie rozumiał zatem zasady abp   Lefebvre’a, mówiącej, że to przełożeni kształtują poddanych, a nie odwrotnie. Na samym końcu konferencji mówi : "unikajmy robienia podziałów, oskarżając każdego  o bycie "układowcem za wszelką cenę," lub "anty-układowcem dla zasady." Zatrzymajmy ten nonsens. To wcale nie to jest stawką. To nie jest odmowa układu z zasady. (...)  " Mamy prawo do różnic, nie mamy prawa do dywizji, chyba, że zaangażowana jest Wiara i moralność. W tej chwili, z elementami jakimi dysponujemy, nie chodzi o wiarę i o walkę o Wiarę."
Ksiądz de la Rocque nie jest przeciwny   zasadzie praktycznego porozumienia. Myśli on, że można zrobić praktyczną umowę, która uchroni wiarę. Zakładamy  zatem, że pierwszy warunek sine qua non, ustanowiony  14 lipca 2012 przez Kapitułę, musiał go  zachwycić. Warunek ten jest jednak samobójczo naiwny. Dzięki  abp Lefebvre’owi wiemy, że praktyczne porozumienie bez konwersji  Rzymu   jest niemożliwe.

 3) W sprawie krytyki bp  Fellaya, ks. P. de la Rocque miał tego   18 maja 2012  kocepcję  całkowicie różną od naszej  : " nie mamy prawa do dywizji, chyba, że  zaangażowana jest Wiara i moralność. W tej chwili, z elementami jakimi dysponujemy, nie chodzi o wiarę, i o walkę o wiarę. Być może taka kwestia pojawi się  w przyszłości, jeśli ta deklaracja będzie  jawna, i wzorem dla prałatury personalnej. Ale na razie, nie mamy prawa do podziałów. Litości, żaden element nie zezwala wam na to chyba, że znacie myśli szefa  i czytaliście tę słynną Deklarację Doktrynalną."

A zatem, odwrotnie niż my, uważał on, że nie mamy wystarczających elementów do sprzeciwu wobec  Przełożonego Generalnego. Ale mamy jednak odpowiedź bp  Fellay  trzem biskupom i wywiad dla CNS z 11 maja 2012. Potem mieliśmy także konferencję ks. Pflugera z   5 czerwca 2012 daną w szkole  Saint Joseph des Carmes i wywiad bp Fellaya z dnia   8 czerwca  2012 dla DICI. Mieliśmy więc aż nadto elementów motywujących do walki.  Gdyby wierzyć ks. de la Rocque, należało czekać  na możliwość  przeczytania  deklaracji doktrynalnej w całości nie robiąc nic aż do marca tego roku, co oczywiście byłoby błędem, gdyż ks. Pfluger ujawnił nam najgorszy paragraf tej deklaracji. Zakładając, że dnia 18 maja ksiądz nie widział jeszcze wszystkiego jasno, powinien był zareagować po konferencji ks. Pflugera z 5 czerwca.

Jest także inny problem :dlaczego   ks. Rocque nie zareagował kiedy przeczytał tę słynną deklarację opublikowaną w końcu  w marcu 2013 ? Dlaczego nie stanął do walki? Prawdopodobnie dlatego, że  myślał, jak biskupi Tissier i Galarreta, że sześć warunków ochroni  Bractwo. Wolał więc zadowolić się dyplomatycznym wycofaniem deklaracji przez biskupa Fellaya ... Ale czy Bóg zadowoli się tym dyplomatycznym wycofaniem? Sądzimy, że nie i dlatego dzisiaj  nadal  walczymy.

A zatem, publikujemy tę konferencję ks. P de la Rocque sprzed roku nie dlatego, że go popieramy, albo dlatego, że cieszy nas jego nominacja do kościoła św. Mikołaja [w Paryżu]. Nie. Publikujemy ją dlatego, że uważamy,  iż  ks. P de la Rocque mocno poparł naszą krytykę Deklaracji doktrynalnej z 15 kwietnia 2012. Rzeczywiście, widać  tu księdza, który jest  teologiem,  i  który  się nie sprzeciwia zasadzie  praktycznego porozumienia, a  z góry potępia  ten niesprawiedliwy tekst biskupa Fellaya. To pokazuje, że my nie jesteśmy " jakimiś podnieconymi"  jeżeli krytykujemy deklarację doktrynalną z 15 kwietnia 2012 tak, jak to czynimy. Niektóre propos księdza są przytłaczające dla bp Fellaya. Faktycznie,  na temat prawowitości nowej mszy, ks. de la Rocque mówi, że twierdzić, iż nowa msza jest prawowicie uchwalona, to tak, jak twierdzić, że jest ona prawowita. Ks. P. de la Rocque   uważa to za nie do przyjęcia.

Ks. Themann, broniąc biskupa Fellaya powiedział natomiast, że przełożony Bractwa nigdy nie  chciał powiedzieć, że nowa msza jest prawowita, mówiąc, że jest legalnie promulgowana. Ksiądz  de la Rocque jest  przeciwnego zdania, a biorąc pod uwagę  jego przeszłą rolę  teologa  towarzyszącego dyskusjom doktrynalnym z  Rzymem, jego opinia  ma dużo większą wagę niż opinia ks. Themanna.

Niestety, problemem moralnym w tej chwili jest to, że ks. de la Rocque milczał podczas publikacji deklaracji, a  teraz akceptuje przeniesienie / promocję od przełożonego, który napisał do Rzymu niedopuszczalne rzeczy,  jak sam przyznaje. Ks. P. de la Rocque nie jest w porządku. Według  naszej opinii, to się wcale nie podoba Bogu. Ksiądz wie, że istnieją niejasność, wie, że bp Fellay nie zmieniła zdania. Cor unum 104 jest jasne w tej sprawie. Uważamy, że powinien do nas dołączyć i wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie do  pomocy w obronie Bractwa. Probleme polega na tym,  że aby to uczynić trzeba najpierw być intelektualnie przekonanym, że praktyczne porozumienie bez konwersji Rzymu jest całkowicie niemożliwe, a nie jest tak w przypadku naszego księdza ...

Konferencja ta jest więc przydatna dla naszej walki, ale należy podejśc do niej  ostrożnie. Jest  ona też przykra, bo dzięki niej widzimy, jak dobry kapłan może wpaść w pułapkę. Módlmy się za niego, żeby pewnego dnia otworzył oczy. A jeśli nigdy ich nie otwrzy,  niech  ta modlitwa  się przysłuży   innemu  jąsniej widzącemu   księdzu w dołączniu do nas w celu  aktywniej  walki i budowy pierwszego nowego bastionu,  gdzie będzie się głosić odważne i bezkompromisowe kazania.